Menu
Szukaj

Jak dobierać kosmetyki?

Wywiad z dr Piotrem Kozieją (część 1)

30 Październik, 2018


Ekologiczne, naturalne, bez parabenów i konserwantów? A może ze śluzem ślimaka, albo fitohormonami? Jakie kosmetyki wybrać, żeby były bezpieczne, skuteczne i nie miały złego wpływu na nasze zdrowie?

Od lat na łamach prasy toczy się dyskusja o zakazanych, chorobotwórczych i szkodliwych składnikach kosmetyków, a sprzeczne informacje, które dostajemy z różnych źródeł sprawiają, że jesteśmy skołowani i nie mamy pojęcia komu wierzyć. Postanowiliśmy zapytać toksykologa dr. Piotra Kozieja, pierwszego certyfikowanego polskiego asesora ds. bezpieczeństwa kosmetyków  szefa instytutu badawczego dr Piotr Koziej  o wszystkie składniki kosmetyków, które budzą niezdrową sensację i dowiedzieć się całej prawdy.


Dr Piotr Koziej
Doktor nauk farmaceutycznych o kierunku toksykologicznym
Pierwszy w Polsce certyfikowany  Safety Assessor Unii Europejskiej potwierdzony zdanym egzaminem w Brukseli. Uczestnik 8 kursów Dermocosmetics w Brukseli. Odbyte kursy w IKW – Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego. Członek Grup Roboczych Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego oraz Związku Czyste Piękno. Biegły Sądowy Sądu Okręgowego w Warszawie


 

Zacznijmy od kosmetyków ekologicznych, na które od kilku lat panuje moda. O co właściwie z nimi chodzi? Czy znaczek Ekolabel i Ecocert na opakowaniu kosmetyków naprawdę coś znaczą?

 

Kosmetyki ekologiczne to jak Pan zauważył po prostu moda. Nie są ani lepsze ani gorsze od pozostałych, bo wszystko zależy od tego jakie składniki zawierają i jak działają. Jeśli chodzi o certyfikowanie to jest kilka europejskich stowarzyszeń, które przyznają certyfikaty i posługują się znakami graficznymi umieszczanymi na opakowaniach. Mamy więc niemieckie Demeter przyznające certyfikat produktom zawierającym składniki pochodzące z upraw ekologicznych, mamy francuskie Ecocert, które przyznają swój znak kosmetykom zawierającym przynajmniej 95 % składników naturalnych pochodzących z ekologicznych upraw. Istnieje również certyfikat przyznawany przez Cosmebio na podobnych zasadach jak Ecocert oraz niemieckie BDIH przyznające certyfikat kontrolowanym i naturalnym produktom kosmetycznym pozbawionych syntetycznych barwników, konserwantów, zapachów i produktów pochodzących z destylacji ropy naftowej.

„Kosmetyki ekologiczne to po prostu moda.Nie są ani lepsze ani gorsze od pozostałych, bo wszystko zależy od tego jakie składniki zawierają i jak działają.”

Są jeszcze stowarzyszenia przyznające certyfikaty kosmetykom, których składniki nie były testowane na zwierzętach, choć nie wiem po co istnieją, bo od 2013 roku w Unii Europejskiej mamy zakaz testowania na zwierzętach produktów kosmetycznych. No i certyfikaty Swann (skandynawski) i Ecolabel (europejski) mówiące o tym, że kosmetyk jest przyjazny środowisku tzn , że kiedy przedostanie się do wód gruntowych, albo do zbiorników wodnych nie będzie niszczył fauny i flory. Ecolabel to jedyny certyfikat, który przyznawany jest na podstawie oficjalnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Wspólnoty Europejskiej, a nie na podstawie regulaminu lokalnego stowarzyszenia.

Czy w kosmetykach naprawdę jest aż tyle zła? Zacznijmy od ciężkiego kalibru, czyli od ropy naftowej.

Bez ropy naftowej nie byłoby żadnego przemysłu chemicznego. Nie byłoby leków, kosmetyków, substancji spożywczych, bo jest to podstawa chemii. W kosmetykach i w farmacji można stosować i stosuje się – i są to świetne – surowce pochodzące właśnie z ropy naftowej. Ale one są odpowiednio oczyszczone. To nie jest zwykła czarna ropa naftowa. Ponieważ postęp analityki chemicznej i toksykologii poszedł bardzo do przodu okazało się, że w ropie naftowej występują związki rakotwórcze tzw. WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne np. piren i benzopiren). Oleje parafinowe wykorzystywane w kosmetyce (wazelinowy i cerezyna) są tak oczyszczone, że w ogóle nie mają zanieczyszczeń, a więc jeśli pojawią się na skórze są dla niej totalnie obojętne. Ani nie przenikają przez warstwę naskórka, ani nic złego jej nie robią. W związku z tym olej parafinowy np. farmaceutyczny czyli taki jakiego używa się w kosmetykach tak samo jak wazelina odpowiadają wszelkim standardom czystości. Substancje ropopochodne czyli pochodne oleju parafinowego wykorzystuje się jako doskonałe emolienty, które uelastyczniają skórę, dobrze ją natłuszczają i zabezpieczają przed utratą wilgoci nie zatykając przy tym porów. To wszystko co mówi się o tym, że źle wpływają na skórę to mity. Ostatnio czytałem ciekawy artykuł w specjalistycznej prasie, w którym mówiono o tym, że w strukturach warstwy rogowych naskórka fizjologicznie mamy podobne związki do oleju parafinowego. Olej parafinowy od lat wykorzystuje się w medycynie, jest po prostu lekiem, stosowanym wewnętrznie, osłonowo na błony żołądka. Olej parafinowy nie jest toksyczny i nie uczula więc jak może szkodzić w kosmetykach?

Poruszył Pan bardzo ważną sprawę przenikalności przez skórę. Czy naprawdę coś może bez przeszkód przeniknąć przez skórę i wyrządzić nam krzywdę? Czy to w ogóle możliwe?

 

Na to pytanie znajdziecie odpowiedź w następnym wydaniu cozakremowego interview/ service  room-u.

Zapraszamy.

wróć na górę